Tematy tabu
Pisane bez tabu

Budowa na wzgórzu

Wśród ciekawych pomysłów i rzadkich upodobań Prusz­kowski pasjonował się lotnictwem. Był pilotem — amato­rem i właścicielem awionetki. Nie lada to była sensacja, gdy lądował lub też startował na plaży w Kazimierzu. Plażę stanowiła wtedy rozległa mielizna na środku rzeki, coś na kształt wyspy. Pamiętajmy, że w owych czasach nawet auta prywatne należały do rzadkości, a cóż dopiero samolot.

Byłem nieraz świadkiem tego słynnego lądowania. Skoro nadlatywał, powstawało zaraz wielkie poruszenie. Mnóstwo gapiów biegło na brzeg Wisły, z plaży znów na gwałt uciekali kąpiący się i wypoczywający letnicy. Wszystkie łódki były w ruchu. Pilot zbliżał się, krążył, znów się oddalał, znów powracał, szukał najdogodniejszego miejsca na tym maleńkim, improwizowanym lotnisku. Ludzie zadartymi głowami śledzili te ewolucje, pokrzykiwali, udzielali na odległość jakichś porad i wskazówek. Wreszcie awionetka z hukiem obniżała się i zarywała kołami wiślany brzeg. Wszyscy krzyczeli z radości, a z maszyny gramolił się zadowolony i promieniejący „grubas”. Czasem za nim wysiadała jego żona. Piękna, efektowna, ślicznie i pomysłowo ubrana pani Zuzia.

Pruszkowski lak polubił Kazimierz, że postanowił zainstalować się tu na trwale. Nabył kawał ziemi na wzgórzu z przepysznym widokiem na całe miasteczko i Wisłę i zamierzał się pobudować. Konserwatorzy i wielbiciele kazimierzowskiego pejzażu podnieśli straszny krzyk, że się ma dokonać wielkie barbarzyństwo, zeszpecenie Kazimierza. No, to „grubas” puścił w ruch wszystkie swoje stosunki i osobiste walory, by dokonać swego. Wytłumaczył konserwatorom i miejscowym rajcom, że za jego zasługi dla Kazimierza należy mu się ta drobnostka, jak zezwolenie na budowę właśnie w tym miejscu, a on to już tak urządzi, że będzie ładnie, stylowo i nie powinno nikogo razić.

Pozwolenie dostał i niezwłocznie zabrał się do dzieła. Do współpracy zaangażował nie byle kogo, bo samego Lecha Niemojewskiego, znanego architekta, zdaje się, że podów­czas nawet rektora politechniki.

I ci dwaj zasłużeni artyści odpowiedzialni są za to paskudztwo, które stoi po dziś dzień. Miało to być pomyślane jako pendant do ruin zamku, ale całkiem nie wyszło. Użytkowo też nie przedstawia żadnej wartości, gdyż jest tak zbudowane, że na mieszkanie nadają się tylko trzy małe pokoiki, a dwie ogromne pracownie i obszerna piwnica stoją bez wykorzystania. No, ale widok stamtąd, szczególnie w noc księżycową jest chyba najpiękniejszy w Kazimierzu.

  •   •   •   •   •

Comments are closed.